WIĘCEJ O WSPÓŁPRACY / Daniel Porada
Są takie współprace, które nie zaczynają się od briefu, tabelki, deadline’u i słowa „ASAP”, czyli od czterech jeźdźców kreatywnej apokalipsy. Zaczynają się ciszej. Od rozmowy. Od obrazu. Od wrażenia, że coś, co istnieje na płótnie, można jeszcze delikatnie otworzyć słowem - nie po to, żeby je wyjaśnić, ale żeby dać mu drugie echo.
Nasze drogi przecięły się w okresie, kiedy sam byłem bardzo blisko malarstwa - nie tylko jako odbiorca, ale jako ktoś, kto szukał języka dla obrazu. Interesowało mnie wtedy, jak opisać sztukę bez spłaszczania jej do „ładne / nieładne”, „podoba się / nie podoba się”, „pasuje nad kanapę / nie pasuje nad kanapę”. Bo prawdziwy obraz nie jest dekoracją. Jest napięciem. Czasem eleganckim, czasem niewygodnym. Czasem pięknym w sposób, który trochę przeszkadza oddychać.
W przypadku obrazów Daniela naturalne stało się dla mnie pisanie tekstów, które nie są typowymi opisami katalogowymi. Bardziej przypominają krótkie poetyckie interpretacje, mikronarracje, literackie dopowiedzenia. Tak powstały teksty inspirowane m.in. obrazami Dream Maker, Transitum, Espana i American Testament. Na oficjalnej stronie artysty przy wybranych pracach pojawiły się publiczne podziękowania dla mnie jako twórcy słowa i dźwięku, który stworzył wiersze inspirowane obrazami.
To była współpraca na styku sztuki i komunikacji. Daniel dawał obraz - ja próbowałem znaleźć jego cień w języku. Nie chodziło o podpis w stylu muzealnym ani o opis aukcyjny z linijką danych technicznych. Chodziło o coś bardziej żywego: o tekst, który może towarzyszyć obrazowi w galerii, publikacji, social mediach, katalogu albo limitowanej serii drukowanej. O słowo, które nie zabiera obrazowi tajemnicy, tylko pomaga widzowi zostać z nim odrobinę dłużej.
W planach pojawiła się również koncepcja limitowanej, drukowanej serii katalogowej, eleganckiego wydania z reprodukcjami obrazów, opisami artysty oraz moimi tekstami w języku polskim i angielskim. Taki format mógłby działać nie tylko jako dokumentacja twórczości, ale też jako kolekcjonerski obiekt sam w sobie: album, katalog, portfolio i literacki komentarz w jednym. Trochę malarstwo, trochę książka, trochę artefakt. Czyli rzecz, która nie krzyczy „kup mnie”, tylko raczej mówi: „weź mnie do ręki i zobacz, czy coś w tobie zostanie”.
Od strony komunikacyjnej moja rola polegała na nadaniu obrazom dodatkowej warstwy opowieści. Przy sztuce wysokiej lub kolekcjonerskiej nie sprzedaje się wyłącznie płótna, farby i wymiaru. Sprzedaje się również aurę, kontekst, pamięć, emocję i możliwość wejścia w prywatny świat artysty. Dobrze napisany tekst nie zastępuje obrazu, ale potrafi wzmocnić jego obecność w katalogu, na stronie internetowej, w opisie galerii, w poście, w wiadomości do kolekcjonera.
Dlatego tę współpracę traktuję jako przykład tego, co w CREASPACE jest dla mnie szczególnie ważne: łączenia jakości językowej z wyczuciem estetycznym. Nie chodzi tylko o poprawność. Poprawność jest bazą. Prawdziwa praca zaczyna się dopiero tam, gdzie trzeba znaleźć ton, rytm i obrazowość. Gdzie tekst ma być precyzyjny, ale nie martwy. Elegancki, ale nie sztuczny. Sprzedażowy, ale bez plastikowego zapachu marketingowej taśmy produkcyjnej.
W twórczości Daniela Porady słowo spotkało się z obrazem w sposób naturalny. Jego malarstwo samo zaprasza do interpretacji. Przez symbole, teatralność, kobiece postacie, historyczne i mitologiczne tropy, czasem przez niemal surrealistyczne zestawienia. Moim zadaniem było nie dopowiadać wszystkiego. Raczej otworzyć drzwi i zostawić światło w środku.
Wybrane prace i galerię Daniela Porady można zobaczyć na jego oficjalnej stronie Daniel Porada Painting, a także w profilach i archiwach galerii oraz platform aukcyjnych. Szczególnie warto zajrzeć do tych z kilku obrazów, przy których pojawiły się moje teksty: Dream Maker, Transitum, Espana i American Testament.
Dla mnie była to jedna z tych współprac, które przypominają, że kreatywność nie zawsze musi zaczynać się od wielkiej strategii. Czasem zaczyna się od jednego obrazu i prostego pytania: co on mówi, kiedy już przestajemy tylko patrzeć?